Asyż: Pierwsza część spotkania zakończona

W Asyżu zakończyła się pierwsza część Dnia Refleksji, Dialogu i Modlitwy o Pokój i Sprawiedliwość na Świecie.

W 25 lat po tamtym wydarzeniu, tym razem na zaproszenie Benedykta XVI, Asyż ponownie gości reprezentantów największych religii światowych, którzy przybyli tu jako „pielgrzymi prawdy i pokoju”, aby uczcić tę rocznicę i na nowo zaangażować się w budowanie i umacnianie pokoju.

„Pochodząc z różnych tradycji religijnych i różnych części świata ponownie zobowiązujemy się do poszukiwania tej prawdy, która tkwi w każdym z nas, zgodnie z naszymi tradycjami, aby nieustannie się angażować. Przybyliśmy tu, aby także poświadczyć z wielką mocą rolę religii w tworzeniu dobra, w budowaniu pokoju i pojednaniu skłóconych, aby człowiek ponownie żył w zgodzie ze stworzeniem” – podkreślił przewodniczący Papieskiej Rady. Dodał, że niezmordowane poszukiwanie tego pragnienia czyni nas „towarzyszami podróży”.

Zwrócił uwagę, że ćwierć wieku wspólnych wysiłków na rzecz pokoju wykazały szerokie poczucie braterstwa i solidarności w służbie światu i rodzinie ludzkiej. Ale był to także czas wyzwań dotyczących sensu człowieka i historii, a w nowy wiek „weszliśmy z ideologiami pomniejszającymi osobę ludzką oraz z wizjami wypaczonych związków ze środowiskiem naturalnym” – mówił purpurat. Zaznaczył, że silna rywalizacja między narodami na tle korzystania z bogactw naturalnych, problemy klimatyczne i inne sprawy grożą zniszczeniem stosunków międzyludzkich. A przecież dla św. Franciszka cały wszechświat był nie tylko zbiorem rzeczy, które należy zrobić i spożyć, ale także wspólnotą życia, do której należy podejść twórczo.

„Dzięki środkom elektronicznym i globalizacji żyjemy w bezprecedensowym okresie dobrobytu i poznania. A mimo to jest coraz więcej niepewności i nierówności. Bardzo często dzielą nas nietolerancja, wrogość i przemoc. Przykład Biedaczyny z Asyżu zachęca nas do spoglądania na bliźniego z szacunkiem i miłością, niezależnie od jego pochodzenia i wiary, którą wyznaje” – stwierdził ghański kardynał kurialny. Dodał, że doświadczenie tych 25 lat może wzywa nas do jeszcze intensywniejszego angażowania się rozumem i darami wiary, aby stawać się coraz bardziej pielgrzymami prawdy i czynić nasz świat miejscem wielkiego pokoju.

Po przemówieniu kardynała z Ghany zgromadzeni w świątyni obejrzeli film ze spotkania w Asyżu w 1986 roku. Następnie stojący na czele poszczególnych delegacji mówili o wyzwaniach związanych z pokojem, jakie stoją przed religiami.

To z obojętności rodzą się nienawiść, konflikty i przemoc. Trwałym i długofalowym rozwiązaniem tych plag jest tylko dialog - powiedział patriarcha Konstantynopola Bartłomiej I. Zaznaczył, że rolą przywódców religijnych jest wspieranie dialogu i codzienne pokazywanie własnym przykładem, że "nie żyjemy wyłącznie przeciw sobie nawzajem lub obok siebie, ale że żyjemy razem z innymi w duchu pokoju, solidarności i braterstwa".

Honorowy zwierzchnik światowego prawosławia zwrócił uwagę, że jeszcze dziś - w 25 lat po pierwszym spotkaniu w Asyżu, zwołanym przez Jana Pawła II, w 10 lat po dramatycznych wydarzeniach 11 września i w chwili, gdy "wiosny arabskie" nie zakończyły napięć między wspólnotami - "miejsce religii wśród trwających fermentów pozostaje dwuznaczna". "Winniśmy przeciwstawić się wypaczaniu orędzia religii i ich symboli przez sprawców przemocy" - zaapelował Bartłomiej. Dodał, że rozwijanie czynnika religijnego za pośrednictwem jego samego "jest niezbędnym wymogiem, aby wspierać ludzki wymiar postaci boskiej, która ma być miłosierna, sprawiedliwa i pełna miłości.

W obliczu wyzwań naszych czasów żadna grupa religijna nie może twierdzić, że ma wszystkie możliwości praktyczne do stawiania im czoła i potrzebne są wspólne działania - zwrócił uwagę w swym przemówieniu prymas Wspólnoty Anglikańskiej arcybiskup Canterbury Rowan Williams. Podkreślił, że "jesteśmy tu nie po to, aby znaleźć najmniejszy wspólny mianownik tego, w co wierzymy, ale aby zabrać głos z głębi naszych tradycji, w całej ich specyfice, tak aby rodzina ludzka mogła być jeszcze bardziej świadoma, ile mądrości trzeba w walce z szaleństwem świata, ciągle jeszcze ogarniętego strachem i podejrzliwością, ciągle jeszcze zakochanego w idei bezpieczeństwa opartego na obronnej wrogości oraz tolerującego lub nie wiedzącego o ogromnych stratach życia wśród najuboższych z powodu wojen i chorób".

"Wszystkie te upadki ducha mają korzenie w długotrwałej niezdolności uznania obcych jako osób, które wraz z nami dzielą jedyną i taką samą naturę, jedyną i taką samą godność. Trwały pokój rozpoczyna się tam, gdzie widzimy naszego bliźniego jako innych nas samych, a więc zacznijmy rozumieć, dlaczego i jak winniśmy kochać bliźniego jak siebie samego" - zaapelował honorowy zwierzchnik światowej Wspólnoty Anglikańskiej.

"Różnice religijne nie mogą i nie powinny stanowić przyczyn konfliktów. Co więcej, wspólne poszukiwanie pokoju przez wszystkich wierzących jest głębokim czynnikiem jedności między narodami" - powiedział biskup diecezji francuskiej Ormiańskiego Kościoła Apostolskiego Norvan Zakarian. Zaznaczył, że wspieranie pokoju na świecie stanowi integralną część tej misji, zgodnie z którą Kościół przedłuża odkupieńcze dzieło Chrystusa na ziemi, "wznosząc ludzi ponad ich zwykłą kondycję, aby doprowadzić ich do Absolutu".

"Wspieranie prawdziwego pokoju wyraża chrześcijańską wiarę w miłość, jaką Bóg żywi do każdej istoty ludzkiej. Z wyzwalającej wiary w miłość Bożą rodzą się nowa wizja świata i nowy sposób więzi z innym człowiekiem zarówno wtedy, gdy chodzi o jednostkę, jak i o cały naród" - podkreślił hierarcha ormiański. Zwrócił uwagę, że to wiara zmienia i odnawia życie i to ona jest bodźcem pobudzającym "Kościół do popierania jedności chrześcijan, a zarazem owocnej współpracy z wiernymi innych religii i dalej jeszcze - ze wszystkimi ludźmi w ogóle".

Praca na rzecz sprawiedliwego pokoju w Jerozolimie i dla wszystkich narodów mieszkających w tym mieście i wokół niego - to "właściwe zaangażowanie", jakie przedstawił sekretarz generalny Światowej Rady Kościołów (ŚRK) dr Olav Fykse Tveit.

Norweski pastor luterański przypomniał, że Jerozolima "jest miastem, które ze względu na swoje imię jest powołane do bycia wizją pokoju, ale które jednocześnie w ciągu swej historii stawało się często miejscem konfliktów". Było też "widzialnym symbolem naszych gorących marzeń, naszych najlepszych i najwznioślejszych dążeń, naszego umiłowania piękna i naszej chęci służenia Bogu", a zarazem "potężnym przypomnieniem tego, że również najlepsze rzeczy mogą obracać się na gorsze" - przekonywał sekretarz generalny Rady.
 

«« | « | 1 | 2 | 3 | 4 | 5 | » | »»

Reklama

Reklama

Reklama