Zajęcia praktyczne z ekumenizmu

Tydzień Modlitw o Jedność Chrześcijan. Różnią nas tylko „techniczne szczegóły” – mówią małżonkowie różnych wyznań.

Ruptawa – administracyjnie dzielnica Jastrzębia-Zdroju. Wygląda jak spokojna wioska tuż przy granicy polsko-czeskiej, na styku katowickiej archidiecezji z diecezją bielsko-żywiecką. Ludzie przez lata wypracowali swoją ekumeniczną ścieżkę, ustaloną przez codzienność i dobrosąsiedzkie stosunki. Żyje tu sporo ewangelików,
którzy mają swoją parafię i pastora. Nikt nie zastanawia się nad wyznaniem sąsiada.

– U nas to i tak nie ma tak wielu ewangelików, jak w okolicach Cieszyna czy Wisły – wyjaśnia ks. Bogusław Zalewski, proboszcz miejscowej parafii. – Jako ksiądz pochodzący z Chorzowa nigdy nie miałem aż tak intensywnego kontaktu z osobami innych wyznań. Uderzyła mnie serdeczność, z jaką mnie tu powitano. Miłe gesty zdarzały się nie tylko ze strony moich parafian, lecz także ewangelików – wspomina.

Razem czy osobno?
W Ruptawie nie brakuje małżeństw, których wspólne życie jest najlepszą ilustracją słowa ekumenizm. Dominika i Ryszard Kominkowie to młode małżeństwo. Ich światem jest 10-miesięczny syn Radek. Kiedy się lepiej poznali, wiedzieli, że różnica wyznań nie będzie przeszkodą do zawarcia małżeństwa.

Ryszard pochodzi z rodziny, w której rodzice są również odmiennych wyznań. Sam jest ewangelikiem, a jego starszy brat – katolikiem. Luter albo heretyk – żartobliwie mówi o sobie, kiedy przekomarza się z żoną. – Właściwie nasze rodziny nie miały większych problemów z zaakceptowaniem naszej decyzji o ślubie – wspomina Dominika. W nabożeństwach i Mszach św. starają się uczestniczyć wspólnie.

– W kościele u męża zaskoczyła mnie przede wszystkim forma przyjęcia Komunii św. Uczestnicy nabożeństwa przyklękają dookoła ołtarza i otrzymują ją pod dwiema postaciami – wyjaśnia. Ryszard lepiej znał wiarę swojej żony. Pochodzi z Cieszyna, więc dorastał w środowisku wspólnym dla katolików i ewangelików. – Z dzieciństwa pamiętam Pasterki, na które chodziłem z innymi – wspomina.

Wspólnie z żoną przyznają, że najczęściej spotykali się z pytaniami o wychowanie dzieci. – Zgodnie z wymogami prawa kanonicznego przed ślubem podpisaliśmy zobowiązanie, że nasze dzieci będą wychowywane w wierze katolickiej. Ale ja i tak nie wyobrażałam sobie innej sytuacji. Całe bogactwo duchowości Maryjnej, święci, papież. Nie chciałabym tego pozbawiać mojego syna – wylicza Dominika.

Decyzje o katolickim wychowaniu potomstwa nie zawsze zapadają w tak spokojnej i zgodnej atmosferze. – Moi teściowie bardzo ciężko przeżyli to, że nasze dzieci zostały ochrzczone i przyjęły Komunię św. Nie uczestniczyli w tych uroczystościach – mówi Bogusława Kłapsia. Ślub brała w latach 70 ub. wieku, kiedy katolicy i ewangelicy żyli raczej obok siebie, niż razem.

«« | « | 1 | 2 | » | »»

Reklama

Reklama

Reklama