Żyjemy do końca

Co robi ginąca cywilizacja chrześcijan w Iraku? Ginie. Na odchodne jeszcze przebacza oprawcom, nie oskarża Boga i... buduje uniwersytet. Ks. Douglas al-Bazi, torturowany przez islamistów, opowiedział nam o dumie z kraju, który połamał mu żebra i powybijał zęby.

Nie wiem, skąd się wzięła ta plotka, że jestem byłym amerykańskim komandosem, który został księdzem – śmieje się na początku rozmowy. Faktycznie, jego przyjazd do Polski był anonsowany tą błędną informacją. – Jestem Irakijczykiem z krwi i kości, księdzem Kościoła chaldejskiego, pozostającego w jedności z Rzymem, a tylko po święceniach kapłańskich odbyłem krótką służbę w irackim wojsku, jak każdy po studiach – wyjaśnia. I to by było na tyle, jeśli chodzi o „komandosa” w CV. Choć może nie do końca – ostatnie lata postawiły go bowiem w sytuacjach, z których niejeden komandos nie wyszedłby cało. Dziś jest prawdziwym komandosem, nie tylko duchowym, dla swoich wiernych, którzy musieli uciekać z Mosulu i innych miejscowości opanowanych przez terrorystów z Państwa Islamskiego. Ks. Douglas uruchomił Centrum Mar Elias – wielki obóz dla uchodźców z Iraku w Ankawie, na przedmieściach miasta Erbil (stolica irackiego Kurdystanu na północy kraju). – Używam słowa centrum, a nie obóz, który kojarzy się negatywnie. Nie nazywam jego mieszkańców uchodźcami, bo to są po prostu nasi ludzie, nasi krewni – zaznacza. Poczucie godności w tak niegodnych rdzennych mieszkańców tej ziemi warunkach jest znakiem rozpoznawczym irackich chrześcijan.

My, Irakijczycy

Tylko w ciągu jednego dnia, 6 sierpnia 2014 roku, Centrum Mar Elias przyjęło 18 tys. rodzin – ok. 35 tys. ludzi. Zajęli wszystkie kościoły, szkoły, parkingi. Na terenie olbrzymiego ogrodu diecezja Erbil postawiła wojskowe namioty. A trzy tygodnie temu Centrum dostało też karawany do zamieszkania – ta pomoc przyszła od episkopatów różnych krajów, także dzięki polskim biskupom. Międzynarodowa organizacja Pomoc Kościołowi w Potrzebie jest ciągle na miejscu i w różnych częściach świata organizuje pomoc dla irackich chrześcijan. – W Mosulu były cztery diecezje i w ciągu jednego dnia zniknęły całkowicie, to znaczy ludzie musieli uciekać.

W Erbil przyjęliśmy wiernych wszystkich czterech diecezji: chaldejskiej, syryjsko-katolickiej, ormiańsko-ortodoksyjnej i syryjsko-ortodoksyjnej. Nasza diecezja zaczęła wynajmować domy, także dzięki pomocy z Polski. Mieszka już w nich ponad 2000 rodzin, mamy też ponad 650 karawan – 3 na 6 metrów na rodzinę. Nie pozwalamy już mieszkać ludziom w namiotach, bo to nie jest zbyt komfortowe i godne na dłuższą metę – wylicza ks. Douglas. Nadal jednak część osób mieszka w szkołach. Do prowadzonej przez diecezję kliniki codziennie przychodzi ponad 200 pacjentów. Jedno z centrów nosi imię ks. Douglasa. Mieszkają w nim 563 osoby, tylko w zeszłym miesiącu urodziło się tam pięcioro dzieci. Tak licznej grupie musi na razie wystarczyć siedem toalet i osiem pryszniców: cztery dla kobiet i cztery dla mężczyzn. – Odebrano nam prawo do mieszkania na naszej ziemi, a my należymy do tego kraju – mówi ks. Bazi.

«« | « | 1 | 2 | 3 | 4 | » | »»

TAGI| KOŚCIÓŁ

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Pobieranie.. Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Reklama

Reklama

Reklama