Wielkość i nędza człowieka

Cel Jego przyjścia można tak ująć: Bóg chce się darować światu, aby go pociągnąć ku sobie.

„Wina dziedziczna”


Z jednej strony uświadamiamy sobie dziś lepiej niż dawniejsze pokolenia, że wszystkich ludzi łączy wspólny los. Jeden dyktator z jakiegoś tam zakątka świata może połowę globu wciągnąć w okropną wojnę. Już nawet konkretny ojciec rodziny, który ją porzuca, może całą następną generację skierować na zgubne tory. Już w momencie narodzin człowieka zapadają pierwsze decyzje, które odbiją się na całym jego życiu (przynależność do takiego czy innego narodu, wychowanie przez wierzących czy też niewierzących rodziców...).

Z drugiej strony jesteśmy dziś mniej skłonni niż dawne pokolenia pozwolić przypisać sobie winę innych i pytamy: „Co mam wspólnego z grzechem Adama?" Właśnie grzech uważamy najczęściej za sprawę prywatną między Bogiem a konkretnym człowiekiem, nie uwzględniamy skutków dotykających wszystkich.

Zwykle używany termin , .grzech pierworodny” nie oddaje poprawnie tego, co właściwie chciano powiedzieć. W pojęciu ,,grzech pierworodny”, czyli dziedziczny (Niemieckie „Erbsünde” znaczy dosłownie „grzech dziedziczny” - (przyp. tłum.)), zarówno pierwszy człon — ,,grzech”, jak i drugi -„,dziedziczny” należy rozpatrzyć krytycznie. Grzech zakłada zawsze czyn osoby ludzkiej oraz osobistą odpowiedzialność. Tych dwóch elementów nie spotykamy jednak w tak zwanym grzechu pierworodnym - dziedzicznym. Dlatego też nauka chrześcijańska mówi, iż z racji samego tylko grzechu pierworodnego nikt nie będzie odrzucony przez Boga; może się to stać jedynie z racji jego grzechu osobistego, którym równocześnie potwierdza grzech leżący u początków ludzkości i przystaje do niego.

Przy grzechu pierworodnym nie wolno nam myśleć o „dziedziczeniu” w sensie biologicznym, prędzej już o uczestnictwie we wspólnej winie. Nie jest on czynem, ale stanem, mianowicie brakiem wspólnoty z Bogiem, w którym się znajdujemy, jesteśmy od urodzenia. Ten brak bywa lepiej wyrażony w sformułowaniu - „wina dziedziczna”. W języku łacińskim, a więc w języku Kościoła, określenie to brzmi: ,,grzech pochodzenia” (peccatum originale), i w ten sposób najlepiej oddane zostało to, co chciano wyrazić.

Nie chodzi o grzech popełniony kiedyś przez Adama - a „Adam” znaczy po prostu „człowiek” - grzech, którym teraz wszyscy jesteśmy obciążeni. Owo nieszczęsne dziedzictwo oznacza raczej: Już na samym początku człowiek wszedł na błędną drogę i przekreślił w ten sposób plan Boży. Każdy człowiek bez wyjątku przychodzi na świat naznaczony owym powiedzianym Bogu „Nie”. Każdy więc znajduje się pod władzą grzechu. Zawód sprawiony przez Adama nie należy do przeszłości, ale jest aktualną teraźniejszością. Każdy bowiem wielokrotnie potwierdza w trakcie swego życia owo „Nie” skierowane do Boga, które było na początku. Tak więc stan oddalenia się człowieka od Boga jest również naszym osobistym dziełem.

W podręczniku katechezy dla trzeciej i czwartej klasy czytamy na ten temat: „Co charakterystyczne jest dla całej ludzkości, autor natchniony ukonkretnił w jednym indywiduum, w Adamie. Adam jest równocześnie przyczyną i typem naszego stanu”.

Przedstawienie grzechu pierworodnego w Starym Testamencie to przedstawienie obrazowe. Jedynie fakt istnienia grzechu od początku dziejów człowieka jest prawdą wiary: nie należy więc wszystkich detali opisu brać dosłownie. Również problem, czy u początków ludzkości była jedna tylko para ludzka (monogenizm), czy też kilka szczepów (poligenizm), pozostaje w biblijnym opisie stworzenia sprawą otwartą. To, jak rozumieć teksty biblijne, zwłaszcza opis stworzenia, zostanie później przedstawione bardziej wnikliwie.

Więcej na następnej stronie
«« | « | 1 | 2 | 3 | 4 | 5 | 6 | 7 | 8 | 9 | 10 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Pobieranie.. Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Reklama

Reklama

Reklama